Siedziałam cicho na sofie w białym
pomieszczeniu, słuchając prawie niknącego przed murami zakładu
śpiewu ptaków. O ile pamiętam, jest to pierwszy raz kiedy słyszę
coś innego niż głos w mojej głowie od kąt tu jestem. Całkiem
przyjemne uczucie, jakbym ożyła na nowo. W sumie, zawsze mogę się
stąd po prostu wypisać, jestem tu dobrowolnie. Tylko, że tu czuję
się bezpieczna, a kiedy przekroczę żelazną bramę mogą na mnie
czekać, zawsze będą czekać. Czasem w nocy zdaje mi się, że
widzę w ciemności jego twarz, jeszcze przed tym kiedy zobaczyłam
go po raz ostatni. Był wtedy w całości, zdrowy i żywy. Od zawsze
starałam się być idealna. Idealne oceny, idealny ubiór, idealny
chłopak, idealne życie. Wszystko było szaro-idealne dopóki nie
popełniłam największego wyboru mojego życia, od niego wszystko
zaczęło się komplikować. Może nie zupełnie od razu, choć może
i tak? A zresztą to już nie ma znaczenia. Teraz ważne jest moje
bezpieczeństwo.
Czasem wyślę, czy gdybym wybrała
wtedy inaczej, czy wszystko potoczyłoby się lepiej, nie tak
tragicznie. Nie wierzę w przeznaczenie, coś takiego nie istnieje,
nie może istnieć.
Nagle mój wzrok padł na wysokiego
mężczyznę, z dwudniowym zarostem. Jego trampki uderzały o
posadzkę, a jego ręce luźno opadały wzdłuż tułowia. Znałam go
bardzo dobrze, Josh. Moje ciało przeszedł dreszcz. On jest
zamieszany w całą sprawę razem z Harrym. Zmarłym Harrym.
-Znów się widzimy-powiedział i
usiadł koło mnie.
-Wygląda na to, że tak. Co tu
robisz?-opuściłam wzrok na białe kafelki.-To tak się wita przyjaciela po roku rozłąki?
-Nawet nie żartuj, już rok tu siedzę?-Może i faktycznie, teraz na oknem prószył śnieg, a słońce schowało się za lekką mgiełką.
-Dokładnie rok, przyszedłem po ciebie, powiedzieli mi, że nie potrzebujesz już tu być, nigdy nie potrzebowałaś. Wróć ze mną do domu.
-Ja już nie mam domu-syknęłam i wbiłam paznokcie w wewnętrzną część mojej dłoni, tak mocno, że moje knykcie stały się białe.
-Miałem na myśli mój dom, zrobiłem ci tam pokój. Spokojnie możesz u mnie mieszkać. Będziesz bezpieczna.
Spojrzałam w jego brązowe oczy, kiedyś mój śmiertelny wróg, teraz najlepszy przyjaciel. Kto by pomyślał. Ostatni raz zerknęłam przez zabezpieczone kratą okno. Nie mogę tu dłużej zostać, inaczej całe życie przeżyje w tym zakładzie psychiatrycznym.
-Zgoda. Zamieszkam u ciebie.
Weszliśmy do wyłożonego dębowymi
panelami salonu. Muszę przyznać, że nieźle się urządził.
Przytulnie, o tak, było przytulnie. Zaparzył nam herbaty i
usiedliśmy przy kominku w którym żarzył się ogień. Opowiadał
mi o swoim ostatnim roku, co robił, jak dużo zwiedził. Przez kilka
miesięcy mieszkał u cioci we Francji. To pomogło mu zapomnieć o
tych feralnych zdarzeniach.
Pierwszy raz od dłuższego czasu
wzięłam porządny i ciepły prysznic. Taki z zapachowym mydłem i
miękką gąbką. Skorzystałam z normalnej toalety i położyłam
się do wygodnego łóżka, brakowało mi tego.
Znów obudziłam się z krzykiem. Zimne krople potu ciekły mi z czoła i moczyły dekolt koszulki. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł Josh. Bez słowa siadł koło mnie i objął ramieniem.
-Nie-nie jestem pewna czy dobrze
zrobiłam, że opuściłam ten szpital-jęknęłam i mocniej wtuliłam
się w Lewis'a.
-Wiesz co pomaga na złe sny? Musisz je
komuś opowiedzieć.-Mam opowiedzieć ci całą moją historię? Wszystko co mi się śni?
-Warto spróbować-posłał mi blady uśmiech i mocniej przyciągnął do siebie.
Na początku bałam się, że nic nie
powiem, ze ta blokada przed prawdą wciąż gdzieś we mnie jest, ale
z moich ust wydobył się potok zdań, słów, sylab i głosek. Nie
jestem pewna czy dotrwam do końca historii, ale chyba nie mam innego
wyjścia niż opowiadać ile sił w strunach głosowych.
"."
Witam na moim blogu!
Chciałam Ci podziękować za dotrwanie do końca prologu i mam nadzieję, że zostawisz po sobie choć krótki komentarz. Jeżeli chcesz być informowany to zostaw na siebie namiary. Kocham Cię!