9/01/2013

PROLOG


Siedziałam cicho na sofie w białym pomieszczeniu, słuchając prawie niknącego przed murami zakładu śpiewu ptaków. O ile pamiętam, jest to pierwszy raz kiedy słyszę coś innego niż głos w mojej głowie od kąt tu jestem. Całkiem przyjemne uczucie, jakbym ożyła na nowo. W sumie, zawsze mogę się stąd po prostu wypisać, jestem tu dobrowolnie. Tylko, że tu czuję się bezpieczna, a kiedy przekroczę żelazną bramę mogą na mnie czekać, zawsze będą czekać. Czasem w nocy zdaje mi się, że widzę w ciemności jego twarz, jeszcze przed tym kiedy zobaczyłam go po raz ostatni. Był wtedy w całości, zdrowy i żywy. Od zawsze starałam się być idealna. Idealne oceny, idealny ubiór, idealny chłopak, idealne życie. Wszystko było szaro-idealne dopóki nie popełniłam największego wyboru mojego życia, od niego wszystko zaczęło się komplikować. Może nie zupełnie od razu, choć może i tak? A zresztą to już nie ma znaczenia. Teraz ważne jest moje bezpieczeństwo.

Czasem wyślę, czy gdybym wybrała wtedy inaczej, czy wszystko potoczyłoby się lepiej, nie tak tragicznie. Nie wierzę w przeznaczenie, coś takiego nie istnieje, nie może istnieć.

Nagle mój wzrok padł na wysokiego mężczyznę, z dwudniowym zarostem. Jego trampki uderzały o posadzkę, a jego ręce luźno opadały wzdłuż tułowia. Znałam go bardzo dobrze, Josh. Moje ciało przeszedł dreszcz. On jest zamieszany w całą sprawę razem z Harrym. Zmarłym Harrym.

-Znów się widzimy-powiedział i usiadł koło mnie.
-Wygląda na to, że tak. Co tu robisz?-opuściłam wzrok na białe kafelki.
-To tak się wita przyjaciela po roku rozłąki?
-Nawet nie żartuj, już rok tu siedzę?-Może i faktycznie, teraz na oknem prószył śnieg, a słońce schowało się za lekką mgiełką.
-Dokładnie rok, przyszedłem po ciebie, powiedzieli mi, że nie potrzebujesz już tu być, nigdy nie potrzebowałaś. Wróć ze mną do domu.
-Ja już nie mam domu-syknęłam i wbiłam paznokcie w wewnętrzną część mojej dłoni, tak mocno, że moje knykcie stały się białe.
-Miałem na myśli mój dom, zrobiłem ci tam pokój. Spokojnie możesz u mnie mieszkać. Będziesz bezpieczna.
Spojrzałam w jego brązowe oczy, kiedyś mój śmiertelny wróg, teraz najlepszy przyjaciel. Kto by pomyślał. Ostatni raz zerknęłam przez zabezpieczone kratą okno. Nie mogę tu dłużej zostać, inaczej całe życie przeżyje w tym zakładzie psychiatrycznym.

-Zgoda. Zamieszkam u ciebie.
Weszliśmy do wyłożonego dębowymi panelami salonu. Muszę przyznać, że nieźle się urządził. Przytulnie, o tak, było przytulnie. Zaparzył nam herbaty i usiedliśmy przy kominku w którym żarzył się ogień. Opowiadał mi o swoim ostatnim roku, co robił, jak dużo zwiedził. Przez kilka miesięcy mieszkał u cioci we Francji. To pomogło mu zapomnieć o tych feralnych zdarzeniach.

Pierwszy raz od dłuższego czasu wzięłam porządny i ciepły prysznic. Taki z zapachowym mydłem i miękką gąbką. Skorzystałam z normalnej toalety i położyłam się do wygodnego łóżka, brakowało mi tego.

Znów obudziłam się z krzykiem. Zimne krople potu ciekły mi z czoła i moczyły dekolt koszulki. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł Josh. Bez słowa siadł koło mnie i objął ramieniem.

-Nie-nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam, że opuściłam ten szpital-jęknęłam i mocniej wtuliłam się w Lewis'a.
-Wiesz co pomaga na złe sny? Musisz je komuś opowiedzieć.
-Mam opowiedzieć ci całą moją historię? Wszystko co mi się śni?
-Warto spróbować-posłał mi blady uśmiech i mocniej przyciągnął do siebie.

Na początku bałam się, że nic nie powiem, ze ta blokada przed prawdą wciąż gdzieś we mnie jest, ale z moich ust wydobył się potok zdań, słów, sylab i głosek. Nie jestem pewna czy dotrwam do końca historii, ale chyba nie mam innego wyjścia niż opowiadać ile sił w strunach głosowych.

"."
Witam na moim blogu!
Chciałam Ci podziękować za dotrwanie do końca prologu i mam nadzieję, że zostawisz po sobie choć krótki komentarz. Jeżeli chcesz być informowany to zostaw na siebie namiary. Kocham Cię!